sobota, 13 października 2007

Kompleks zagłębiowski, czyli kalam własne gniazdo

Zajmę się dziś schorzeniem nękającym sporą część mieszkańców Zagłębia. Dokucza im otóż nieznośny kompleks z powodu mieszkania, urodzenia, pracy, działalności w tym zapomnianym przez rządzących kącie Najjaśniejszej. Kompleks objawia się pianą na ustach i wyraźnymi oznakami furii w jakże licznych przypadkach, kiedy to dziennikarze i politycy z Warszawy bez zająknienia umieszczają Czeladź, Będzin, Dąbrowę Górniczą z Sosnowcem czele na... Śląsku.
Czyż trzeba więcej? Chlapnie jeden z drugim takie wierutne głupstwo i nagrabi sobie wrogów, zawziętych i pamiętliwych. Dobrze, gdy z życiem ujdzie, jeśli na kibica trafi. Nic nie pomagają cierpliwe tłumaczenia ilustrowane obrazową anegdotą czy też zawiesistym dowcipem. Panowie (i Panie) ze stolicy, także z innych odległych stron, są wyjatkowo odporni na perswazję. Wysłuchają z pozorną uwagą naszych tłumaczeń po czym z miną najniewinniejszą w świecie skwitują rzecz całą "ciekawe, nie wiedziałem, że istnieją tam u was na Śląsku takie animozje". Ręce opadają.
No dobrze, ale dlaczego agresywna reakcja na niewiedzę (w gruncie rzeczy to śmieszny drobiazg) ma być oznaką kompleksu?
Otóż myślę sobie tak: po obu stronach Brynicy większość stanowią ludzie napływowi, w pierwszym, czasem w drugim pokoleniu. Część z nich czuje się obco, traktuje sprawę przejściowo, więc nas nie interesuje. A reszta? Reszta po tamtej stronie rzeki szybko i bez oporów dostosowuje się do dominującej mniejszości, nierzadko sprawnie "godo" i jakoś to leci, słowem integruje się prawie bez reszty. Tu natomiast, nie bardzo jest z czym się integrować. Jakoś ten lokalny patriotyzm słabo się manifestuje w dokonaniach wartościowych i trwałych, nie umiemy się porozumieć w rzeczach ważkich, stworzyć rzeczywistych, kulturalnych wartości. Ot, pierwsze z brzegu przykłady z ostanich lat: "Instytut Kultury Zagłębia", pismo łączace miejscowe środowiska twórcze, orkiestra... Można wyliczać. Zawsze znajdzie się sto powodów by czegoś nie zrobić, utrącić pomysł, zniechęcić, obrzydzić. W najlepszym razie odłożyć na tak zwane lepsze czasy. Z inicjatywami gospodarczymi rzecz pozornie ma się lepiej. Pozornie, bo jeśli powstało lotnisko - było nie było, na zagłębiowskiej ziemi - to w powiecie... tanogórskim. Jeśli powstaje centrum targowe, to nazywać ma się "Silesia". I tak dalej.
Lat temu wiele, gdy żakiem będąc nauki pobierałem, radzili mi koledzy bym tu nie wracał. Zlekceważyłem - jak widać - dobre rady. Mało tego, z czasem wybiłem się na "znawcę dziejów Zagłębia i piewcę jego kultury". Dlatego też pozwalam sobie, nie bez lęku oczywiście, skonstatować że Zagłębiacy - jak dalej tak będzie szło - walkę o tożsamość przerżną z kretesem. Nikt już, poza garstką zakompleksionych autochtonów, nie będzie w stanie pojąć o co nam właściwie chodzi. Jakie Zagłębie?
I coż pozostanie? Głupie napisy na murach zupełnie bez związku ze świadomością piszących. Ot, takie sobie peryferie porządnego, śląskiego regionu, które kiedyś, dawno, dawno temu...

Brak komentarzy: