Radny Sosnowca, pan Karol Winiarski jest postacią wyrazistą, mimo że – jak mawiał nieoceniony Zagłoba – nikczemnej postury. Dzięki niemu sesje plenarne nie stały się tylko nudną celebrą, co realnie groziło w trzech ostatnich kadencjach. Czasami bywało nawet śmiesznie. Śmiech przez łzy, ma się rozumieć.
Dzięki Karolowi Winiarskiemu grono moich młodych przyjaciół dowiedziało się, że istniał ktoś taki jak marszałek Żymierski, pseudonim Rola. Mało tego, dowiedzieli się również, że został honorowym obywatelem Sosnowca. Rola, nie Winiarski. Bardzo słusznie zauważył też pan Karol, że rada naszego sławetnego grodu, przez stulecie swej historii, zwykła była nadawać honorowe obywatelstwo koniunkturalnie, wyraźnie zerkając za każdym razem w stronę tych notabli, którzy mogli się na coś przydać. Mądra Rada. Po co się wysilać skoro nic z tego nie wyniknie? Oczywiście, nie zawsze tak było, czasem tytuł spadł na nieboszczyka, ale to tylko tak dla niepoznaki. Zasadniczo kierowano się kalkulacją, co dobrego miastu taki akt przyniesie. Czasem się udawało, częściej nie. Mniejsza z tym. Wracam do Roli.
O ile mi wiadomo przyznanie honorowego obywatelstwa komuś takiemu, jak Michał Rola Żymierski jakiś konkretnych, wymiernych korzyści Sosnowcowi nie przyniosło, ale – być może – dało coś nieuchwytnego, co jednak w owej powojennej mizerii mogło się przydać. Może ten i ów łaskawszym spojrzał okiem na palące potrzeby mieszkańców znad Czarnej Przemszy, może czegoś tam nie skreślił w planie, może coś dopisał. Rzecz warta zbadania. (Na marginesie: nie ma już Czarnej Przemszy, o czym ze zdumieniem dowiedziałem się niedawno)
Tymczasem pan Karol Winiarski koniecznie chce odebrać honorowe obywatelstwo miasta Sosnowca marszałkowi Roli. Po co? Że niby towarzystwo nieodpowiednie dla innych, godniejszych? Gdyby było więcej takich wrażliwców, już dawno Polska całkiem by się wyludniła. Nie z powodu emigracji, raczej skutkiem samobójstw. Mnie też niemiło, gdy pomnę ilu drani tę ziemię kala. Czy Rolę to zaboli? Akurat! Toż on od lat wielu smaży się w ogniu piekielnym za grzechy starczego wieku, bo przecież młodość miał całkiem, całkiem. Stąd owa „Rola” przed nazwiskiem.
Zresztą, kto to wie, jak jest z tym piekłem? Moi młodzi przyjaciele, którzy acz gromko okrzyknęli, że ich to ani grzeje, ani ziębi, to jednak poszperali w książkach. Jeden z nich, bystry chłopak, wystąpił z tezą, którą daję pod rozwagę: gdyby w latach czterdziestych nie znaleźli się tacy, jak Rola Żymierski i jemu podobni, Polska byłaby niechybnie kolejną radziecką republiką, słabo zaludnioną na dodatek, a tak zyskaliśmy opinię najweselszego baraku w obozie. Dobre i to. Szanujmy więc naszą przeszłość, choć podła była, inna nie będzie. Przyda nam się ten szacunek, bo jak słychać, znów się szykuje kolejne prostowanie dawno zarośniętych dróg.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz