sobota, 13 października 2007

Tajemniczy kuferek hrabiny T.

Kampania wyborcza nie przypomina tokowiska. A szkoda! O ileż przyjemniej byłoby obserwować, jak polityczne koguty prężą muskuły, stroszą piórka i zalecają się do kurek, czyli szarego elektoratu. Byłoby zabawnie i miło. A tu masz - zamiast zachwalać swoje ogonki, większość sili się by znaleźć coś paskudnego u rywala: a to upierzenie nazbyt jednostajne, albo przeciwnie - przesadnie papuzie, a to dziób krzywy i szpony ostre, a to z nieprawego jaja ten i ów wykluty albo - pisklęciem będąc - łapki w błotku unóżał. Na domiar złego koguciki raz po raz grzędy zmieniają. Całkiem pogubić się można, kto z którego stada, kto z lewej, kto z prawej. Obywatel wyborca nauczony doświadczeniem poważnie oskarżeń nie traktuje, solennych obietnic także do serca nie bieże, patrzy na te igrce z niesmakiem i smutkiem.
Niestety, kampania wyborcza tokowiska nie przypomina. Dlatego też, wbrew namowom, nie będę zajmować się bliskimi już wyborami. Gdy przyjdzie czas, pójdę do właściwej Komisji i dam swą kreskę tym, których - mimo wszystko - uznam za najwłaściwszych. Nazwisk nie zdradzę (choć mam swych faworytów) i tyle tylko podpowiem, że cenię wiedzę i doświadczenie znacznie bardziej niż jałowe przechwałki i buńczuczne pogróżki.
Za to słów kilka o wydarzeniu, które - jak rzadko - nadaje się do szerokiej promocji miasta i regionu. Otóż kilka dni temu dowiedziałem się, że nie gdzie indziej a w Sosnowcu znaleziono pudło pełne niespodzianek: archiwalia po Hance Ordonównej! Szczęśliwy znalazca z wypiekami na twarzy opowiadał na jakież cymelia tam trafił! Ho, ho! Gradka to niemała dla wielbicieli nie tylko pani Hanki. No i stało się! Już wiadomość rozeszła się promieniście, już telefony, wizyty, pytania. Jak z tym poradzi sobie wydział odpowiedzialny za promocję miasta? Zobaczymy. Byłoby wszak źle, gdyby skarb ów po dziesiątkach lat cichego leżakowania w naszym mieście miał je opuścić. Niechby tu przyjeżdżano z laptopami i aparatami fotograficznymi, niechby tu uczeni biografowie studiowali listy i zapiski. Rzecz tego warta. Historia drogi, jaką kuferek odbył z Wilna do Sosnowca też godna dobrego pióra i serii reportaży.
Na koniec - może złośliwie, ale przecież nie od rzeczy - zapytam: czy za osiemdziesiąt, sto lat znalezienie terminarza któregoś z naszych PT kandydatów do parlamentu wzbudzi powszechne zainteresowanie? Czy któryś z naszych wnuków zainteresuje się, jaki był rozkład spotkań przedwyborczych, o co oskarżano konkurentów, wreszcie kto wygrał i z jaką przewagą? Wątpię. Mam za to prawie pewność, że znajdzie się sporo chętnych poznania, w jakim to mieście żył i tworzył na przykład Stanisław Broszkiewicz, którego niedawno przypomniało Polskie Radio, gdzie zaczynał (zaczynała) karierę muzyczną, malarską, literacką...(sza, bez nazwisk, to ludzie młodzi, można zapeszyć) ten i owa, dziś z trudem walczący o prawo do publicznego istnienia.
Między innymi o takich sprawach dyskutować zamierzają pisarze wywodzący się z Zagłębia, którzy za kilka dni odwiedzą swą małą ojczyznę.

Brak komentarzy: