Kwestia języka
Pewna zacna i skądinąd miła mi niewiasta, po lekturze jednego z felietonów była uprzejma zwrócić uwagę, że upodobanie starego toko do stylizacji, ze szczególnym uwględnieniem archaizacji języka utrudnia rozumienie tekstu przez młodych czytelników. A to w przypadku publikacji w Internecie ma przecież swoją wagę. Inaczej mówiąc, wapniak pieprzy uczenie i kwieciście a przecież dziś małolaty operują skrótem. W porzo. Zaraz spróbuje sobie z tym poradzić.
Przyjmuję tezę, że zawiłości językowe są swoistym utrudnieniem, ale przecież właśnie o to chodzi! Nie czyniono badań, nie mam więc pojęcia kto czyta TOKOWISKO (z upodobaniem lub ze wstrętem - wszystko jedno), ale autor szanuje czytelnika, jakim by on nie był, i zakłada z właściwym sobie optymizmem, że jest to człowiek czuły na smaki i smaczki, a jeśli nawet trafi w tekście na słowo sobie zgoła nieznane lub konstrukcję nie przypominającą urzędowego pisma, pomyśli chwilę i w ostaeczności sięgnie do słownika. W ten sposób nawet tak ulotny tekścik jak felieton czegoś nauczy, odkryje nowe poletko do uprawy w przyszłości. Zresztą, jak to już dawno powiedziano, styl to człowiek. Co sądzić o facecie piszącym: " w miesiącu listopadzie w naszym mieście Sosnowcu..." albo " w tym okresie czasu w temacie inwestycje..." ? Sami sobie odpowiedzcie. Albo, czemu użycie rusycyzmu w nazwie niegdyś istniejącego potężnego państwa na wschód od Polski jest świadectwem poprawnego stosunku do najnowszej historii a mówienie czy pisanie po polsku już nie? Spytam o to kogoś z naszego miejskiego sowietu. Albo, dlaczego faceta o aparycji sybaryty, manierach dzika w kartoflisku i magnackiej fortunie nazywa się komuchem? Pijany łobuz z pałą to w mediach pseudokibic, hochsztapler to bisnesmen i tak dalej. Prawie każdy artykulik w naszej prasie - co swym młodszym koleżankom i kolegom kładę na sercu - operuje konstrukcją: "(...) mówi prezydent", "(...) jak powiedział rzecznik". We wszystkich redakcjach ubolewa się nad spadkiem sprzedaży.
Niektórzy wydawcy wynajmują ekspertów z drogich firm badających rynek, co z reguły jest wstępem do ostatecznego upadku. Pomyślcie, dlaczego?
Do niedawna artyści robili swoje, czyli malarz malował, reżyser reżyserował, scenarzysta pisał a kompozytor komponował. Dziś wszyscy po prostu realizują projekt. Przewiduję w niedługim czasie ustanowienie nagrody, nie za dzieło a za realizację projektu. Powodzenia.
Inna miła mi osoba, nie ta z początku felietonu - której wiek mnożony przez trzy ledwie nieco przekracza liczbę lat niżej podpisanego - zwierzała mi się niedawno (ot, co mi pozostało!) dlaczego zerwała z kandydatem na przyjaciela. Otóż miał on (ów kandydat) skłonność do mówienia w stylu prezentera z komercyjnej rozgłośni radiowej. Nie dziwię się. Też bym tak postąpił. Nic tak skutecznie nie gasi miłosnych zapałów jak drętwa mowa.
No to nara.
toko
sobota, 15 grudnia 2007
Erotyk Listopadowy
Erotyk listopadowy
Moja miła młoda koleżanka skromnie spuściwszy oczęta stwierdziła, że komplementy są niezasłużone, a przecież znów zainspirowała starego. (Dla niewtajemniczonych - patrz www.e-sosnowiec.pl).
Między Świętem Niepodległości a rocznicą wybuchu powstania listopadowego temat jak najbardziej na czasie. Oczywiście patriotyzm.
Cóż, ma rację pani Natalia twierdząc, że nie ma obecnie pomysłu, jak zachęcić młodzież do patriotyzmu. Spytam przewrotnie, czy w ogóle potrzeba? W pojęciu patriotyzmu mieści się spory ładunek emocji, miłosnych emocji, a przecież serce nie sługa. Przemówi, gdy przyjdzie czas. Nie ma obawy. Nudne celebry "z okazji" niewiele pomogą, o ile nie zaszkodzą. Zaniechać ich całkiem też nie wypada więc tkwimy w impasie.
Pamiętam nie tak znów odległe czasy, kiedy to w imię partiotyzmu rodacy skakali sobie do gardeł wymyślając przy okazji od najgorszych. Jedni drugich poniewierali słownie ( i nie tylko) a wszystko w imię miłości OJCZYZNY. Jak to w rodzinie. Czy Ojczyźnie wyszło to na dobre? Albo - skoro rocznica przed nami tuż, tuż - czy UMIŁOWANEJ cokolwiek polepszyło się po patriotycznym - jak najbardziej - zrywie listopadowym? Kto miał rację? Kto okazał się kochać bardziej? Zostawmy jednak erotykę i jej język, bo - jak uczy historia - skutek miłosnych uniesień w stosunku do polityki najczęściej przynosi potworki. Tu trzeba raczej myśleć i kalkulować. Kalkuluję zatem i wychodzi mi niezbicie, że wbrew krewkim krzykaczom wielce korzystne dla Najjaśniejszej okazało się referendum sprzed trzech lat. Większość opowiedziała się "za" i w bardzo krótkim czasie przybyło zadowolonych. Czas na krok następny. Im bardziej zintegrujemy się z Unią tym lepiej dla nas, naszych dzieci i wnuków, więc dla Rzczypospolitej.
Od kilku lat jest w modzie załamywanie rąk nad wyjeżdżającymi z kraju. Trwa słowny wyścig, że trzeba przeciwdziałać, że trzeba stworzyć warunki, że trzeba namawiać do powrotów. Im więcej gadania tym mniej sensu. Toż przecież spełniło się marzenie kilku pokoleń: mam ochotę i odwagę, pakuję tobołek, wsiadam w autobus, samochód, samolot i fru... tam, gdzie więcej zarobię, gdzie zamieszkam wygodniej, gdzie klimat przyjaźniejszy i ludzie mniej zawistni, gdzie mniej urazy, obrazy, kapelanów a więcej życzliwości, luzu i uśmiechu na codzień.
Większość, znakomita większość, wcześniej czy później wróci i to nie z pustymi rękoma, a ci co zostaną, ambasadorami naszymi przez pokolenia będą. Może ten i ów zapomni i zgermanieje, czy zeszkoci się ze szczętem, no cóż, krzyż na drogę, mała strata. W tym czasie w nasz karajobraz wrosną inni, dziś jeszcze nieufnie przyjmowani. Jakkolwiek wielu usilnie pracowało i pracuje nad tym - z głupoty lub ze złej woli - żeby obrzydzić kraj między Odrą a Bugiem, nasza kultura zawsze okazuje się być górą, co nie raz już wykazały dzieje.
Smutno tylko czasem, że kraj lat dziecinnych już nie taki: krajobraz spadkudzony, rzeki ścieki, lasy śmietniska, ale cóż, za telefon w kieszeni, za laptop, brykę pod domem zapłacić trzeba. Pociechą niemałą, że dziewczyny tu właśnie coraz piękniejsze wyrastają, zatem tak czy inaczej powód do kochania Ojczyzny jest.
To tyle w mroźny, listopadowy wieczór.
toko
Moja miła młoda koleżanka skromnie spuściwszy oczęta stwierdziła, że komplementy są niezasłużone, a przecież znów zainspirowała starego. (Dla niewtajemniczonych - patrz www.e-sosnowiec.pl).
Między Świętem Niepodległości a rocznicą wybuchu powstania listopadowego temat jak najbardziej na czasie. Oczywiście patriotyzm.
Cóż, ma rację pani Natalia twierdząc, że nie ma obecnie pomysłu, jak zachęcić młodzież do patriotyzmu. Spytam przewrotnie, czy w ogóle potrzeba? W pojęciu patriotyzmu mieści się spory ładunek emocji, miłosnych emocji, a przecież serce nie sługa. Przemówi, gdy przyjdzie czas. Nie ma obawy. Nudne celebry "z okazji" niewiele pomogą, o ile nie zaszkodzą. Zaniechać ich całkiem też nie wypada więc tkwimy w impasie.
Pamiętam nie tak znów odległe czasy, kiedy to w imię partiotyzmu rodacy skakali sobie do gardeł wymyślając przy okazji od najgorszych. Jedni drugich poniewierali słownie ( i nie tylko) a wszystko w imię miłości OJCZYZNY. Jak to w rodzinie. Czy Ojczyźnie wyszło to na dobre? Albo - skoro rocznica przed nami tuż, tuż - czy UMIŁOWANEJ cokolwiek polepszyło się po patriotycznym - jak najbardziej - zrywie listopadowym? Kto miał rację? Kto okazał się kochać bardziej? Zostawmy jednak erotykę i jej język, bo - jak uczy historia - skutek miłosnych uniesień w stosunku do polityki najczęściej przynosi potworki. Tu trzeba raczej myśleć i kalkulować. Kalkuluję zatem i wychodzi mi niezbicie, że wbrew krewkim krzykaczom wielce korzystne dla Najjaśniejszej okazało się referendum sprzed trzech lat. Większość opowiedziała się "za" i w bardzo krótkim czasie przybyło zadowolonych. Czas na krok następny. Im bardziej zintegrujemy się z Unią tym lepiej dla nas, naszych dzieci i wnuków, więc dla Rzczypospolitej.
Od kilku lat jest w modzie załamywanie rąk nad wyjeżdżającymi z kraju. Trwa słowny wyścig, że trzeba przeciwdziałać, że trzeba stworzyć warunki, że trzeba namawiać do powrotów. Im więcej gadania tym mniej sensu. Toż przecież spełniło się marzenie kilku pokoleń: mam ochotę i odwagę, pakuję tobołek, wsiadam w autobus, samochód, samolot i fru... tam, gdzie więcej zarobię, gdzie zamieszkam wygodniej, gdzie klimat przyjaźniejszy i ludzie mniej zawistni, gdzie mniej urazy, obrazy, kapelanów a więcej życzliwości, luzu i uśmiechu na codzień.
Większość, znakomita większość, wcześniej czy później wróci i to nie z pustymi rękoma, a ci co zostaną, ambasadorami naszymi przez pokolenia będą. Może ten i ów zapomni i zgermanieje, czy zeszkoci się ze szczętem, no cóż, krzyż na drogę, mała strata. W tym czasie w nasz karajobraz wrosną inni, dziś jeszcze nieufnie przyjmowani. Jakkolwiek wielu usilnie pracowało i pracuje nad tym - z głupoty lub ze złej woli - żeby obrzydzić kraj między Odrą a Bugiem, nasza kultura zawsze okazuje się być górą, co nie raz już wykazały dzieje.
Smutno tylko czasem, że kraj lat dziecinnych już nie taki: krajobraz spadkudzony, rzeki ścieki, lasy śmietniska, ale cóż, za telefon w kieszeni, za laptop, brykę pod domem zapłacić trzeba. Pociechą niemałą, że dziewczyny tu właśnie coraz piękniejsze wyrastają, zatem tak czy inaczej powód do kochania Ojczyzny jest.
To tyle w mroźny, listopadowy wieczór.
toko
Subskrybuj:
Posty (Atom)