Jakoś tak się stało, że mimo iż od ostatnich wyborów samorządowych upłynął rok z dużym okładem, nikt nie zwrócił uwagi na bardzo znamienny fakt. Otóż w zacnej Miejskiej Radzie Sosnowca w obecnej kadencji nie zasiada kobieta. Ani jedna. Mimo dużej aktywności Kobiet Aktywnych żadna z pań nie znalazła uznania w oczach wyborców. Nie świadczy to najlepiej o wyborcach. Zresztą nie tylko to.
Brak mi kobiet w Radzie, bo zawsze miło posłuchać damy, nawet jeśli owa dama nie wykazuje się wiedzą i charakterem porównywalnym na przykład z "żelazną ledy". Tak czy inaczej obecność pań działa jak katalizator lub hamulec. Czy wynika z tego, że Rada wzmocniona obecnością pań jest mądrzejsza? Niekoniecznie, ale niemądre pomysły pań radnych mają chociaż wdzięk, co trudno powiedzieć o głupstwach wymyślanych przez mężczyzn.
Tymczasem... tymczasem w minionym tygodniu obiegła Zagłębie wiadomość, że w sosnowieckiej Radzie narodził się pomysł ustanowienia zakazu palenia na przystankach. Mniejsza o uzasadnienie i nazwisko autora projektu (aczkolwiek dobrze byłoby je zapamiętać, aby za trzy lata błędu nie powtórzyć). Zawsze znajdzie się dość argumentów tłumaczących nawet najbardziej absurdalną decyzję władzy. Władza wie lepiej, co ludowi najbardziej potrzebne i czym zechce lud uszczęśliwić. Teraz ma robić dobrze przy pomocy urzędników skrzętnie wymierzających odległości od tabliczki, od której przystanek się zaczyna i gdzie można będzie (przy pomocy zatrudnionych w tym celu strażników moralności publicznej i zdrowia społeczeństwa) karać mandatami nieposłusznych a wstrętnych z istoty rzeczy palaczy.
Oho! stary toko broni kopciuchów - gotów jest ucieszyć się autor projektu i grono jego entuzjastów.
Otóż nic z tych rzeczy. Palenie na przystankach, na ulicy, pod pomnikiem Wielkiego Człowieka jest zwyczajnie nieeleganckie i jako takie zasługuje na napiętnowanie, ale na litość, metodą właściwą. To sprawa smaku i tak zwanej kindersztuby, jeśli jeszcze żyją tacy, co wiedzą co to znaczy. A jeżeli autobus nie przyjeżdża? Jeżeli czekanie doprowadza nas do białej gorączki, na domiar złego leje i wieje? Czy sponiewierany nikotynista nie zasługuje na współczucie i wybaczenie? Niech tam, przecież to nikomu nie przeszkadza, o ile umieści peta tam gdzie należy, czyli w koszu. Tych ostanich wciąż brak w miejscach najbardziej pożądanych a uzupełnienie tego braku jest ponad możliwości władzy każdej proweniencji, co długie życie udowodniło mi dobitnie. Łatwiej uchwalić zakaz palenia, choć i tak z góry wiadomo, że niczego to nie zmieni. Kto nie wierzy niech się przejdzie po peronie kolejowym. Tam palic nie wolno już od lat.
Dlaczego nie zakazać, również na przystankach - co nieśmiało podpowiadam - także bekania i puszczania bąków? Mnie osobiście to o wiele bardziej przeszkadza i drażni, nie wspominając już o głośnym pleceniu głupstw.
Do zobaczenia przed Sądem Grodzkim - z powodu notorycznego łamania rzeczonego zakazu - który skazać mnie musi na areszt, bo na mandaty nie mam, jako że honorariów za tę pisaninę nie pobieram.
toko
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz