W poprzednim felietonie zdarzyło mi się zaczepić PT panów radnych w zdaniu,
że władza wie lepiej. Wypada się wytłumaczyć.
Jest otóż rzeczą oczywistą i psychologicznie wytłumaczalną, że większość ludzi, których koleje życia wyniosą do władzy - czy to drogą wyborów (na jedną przeważnie kadencję) czy też przez mianowanie - doznaje nagłego olśnienia i gwałtownego przypływu wiedzy tak zniewalającego, że natychmiast zaczynają pouczać tych wszystkich, których kompetencje dotąd zdawali się uznawać. Do historii atoli przechodzą ci jeno, co to potrafią zdusić w sobie ową nadmierną wszechwiedzę.
Nasz Kazimierz zwany Wielkim, który to zastał Polskę drewnianą, nie biegał przecież po kraju z kielnią w ręce, nie pouczał i nie wyręczał budowniczych ani dyktował im jak kamień na kamieniu układać i jaką zaprawę stosować. Dzięki temu, to co wówczas zbudowano, przeważnie stoi do dziś, a o katastrofach budowlanych jakoś się nie słyszało. Albo, spróbujmy sobie wyobrazić, jak wyglądałaby - na przykład - Kaplica Sykstyńska, gdyby ówczesny papież podpowiadał Michałowi Aniołowi, jak ma pędzlem machać. Za panowania takich monarchów powstawały wielkie dzieła, władcy z pochlebnymi przydomkami pozostawali we wdzięcznej pamięci potomnych, rzeczywistym wykonawcom wypłacano sute honoraria i do dziś stawiamy im pomniki.
Współcześnie za to, wraz z koniecznością przestrzegania biurokratycznych procedur, spotykamy na każdym kroku zjawisko, że cała inwencja fachowców, rzemieślników, artystów, budowniczych wyczerpuje się na etapie przygotowania oferty przetargowej
a potem, już spokojnie, odwala się tandetę, byle zgodnie z przepisami i bez drastycznego przekraczania kosztorysu (najczęściej mocno zaniżonego na potrzeby przetargu). Warunki przetargu zaś określają urzędnicy, mający przeważnie mgliste pojęcie o istocie rzeczy. W pomniejszych zaś sprawach aktualny władca próbuje wprost ręką wykonawcy pokierować. Zamawia sobie pomnik, poucza rzeźbiarza jakim dłutem i w jakim materiale ma jego wielkość wyrzezać po czym wściekły, że wyszedł potworek, postponuje artystę i świat cały, przegrywa kolejne wybory, a twórca jak był bez grosza tak nadal biedę klepie. Bo tak się - niestety - najczęściej zdarza, że wykonawca ulega niefortunnym podpowiedziom himerycznego i wiedzącego lepiej władcy. Mało kogo stać na stanowcze NIE wsparte stosownym gestem. Z czegoś trzeba żyć.
Gdyby wybrańcy ludu zechcieli czasem w swej dętej wielkości zniżyć się do przeczytania niektórych ważnych ustaw, dowiedzieliby się niechybnie, że zamawiając to i owo nie robią nikomu łaski, tylko wykonują swe podstawowe zadanie. Mają bowiem najwłaściwiej podzielić publiczny grosz. Tylko tyle i aż tyle. To trudniejsze niż podpowiadanie muzykowi, jak ma brać wysokie "ce", czy malarzowi, za który koniec lepiej trzymać pędzel.
W tym tygodniu taki oto krótki tekścik z troską o przyszłość dedukuję działaczom gminnym i innym.
toko
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz