Wpław przez Brynicę
Nagabuje mnie ten i ów bym zajął się tematem rzekomo gorącym, mianowicie zagłębiowską tożsamością. Broniłem się jak mogłem, ale widocznie czas uledz i... poledz. To, że odwlekałem zabranie głosu nie wynika z nieokreślonej niechęci, czy też (Boże uchowaj!) obawy o całość uzębienia. Przecież ledwie kilka miesięcy temu wypowiedziałem się na ten temat dość jasno. Kto ciekawy niech zajrzy do felietonu "Kompleks zagłębiowski, czyli kalam własne gniazdo". Cóż mógłbym dodać? Wyłożyć łopatologicznie kawę na ławę, czyli stwierdzić, że cały problem jest postawiony na głowie?
Zacni skądinąd autorzy różnych wypowiedzi na różnych forach (e-sosnowiec - świeża młodość, sosnowiecfakty - młodość lekko przywiędła) podniecają się sprawą cokolwiek - może całkiem - źle postawioną. Otóż sedno tkwi w tym, że - wedle mego skromnego zdania - nie istnieje realnie coś, co nazywa się zagłębiowską tożsamością. Zwyczajnie, ci spośród ziomali - wybaczcie termin ze słownika wszetecznej młodzi - którzy poczuwają się do przynależności do zgłębiowskiego regionu są w zdecydowanej mniejszości. Zagłębie przecież, jako wyodrębniony twór o charakterze gospodarczym, powstało dopiero w XIX wieku i trwało (trwa) krótko. Cóż znaczy te ledwie kilka pokoleń (w najlepszym razie) wobec wiekowej tradycji bliższych i dalszych sąsiadów? Dlaczego kąt rozległego carskiego imperium, wyrwany Małopolsce, wciśnięty między nobliwy stary Śląsk i przykrakowskie peryferie miałby się stać pępkiem świata? Zwłaszcza, że tu właśnie, przytłaczająca większość mieszkańców przybyła ledwie kilkanaście, czasem kilkadziesiąt lat temu. Zresztą dokładnie tak samo jak do miast za Brynicą.
Słabo się przybysze tu integrują, bo nie ma z czym. Czy przez te dziesięciolecia zaistniało jakiekolwiek zjawisko w sferze kultury, które miałoby trwały, wgryzający się w świadomość charakter? Czy w ogóle powstało cokolwiek wspólnego, integrującego Zagłębie? Jeżeli nawet były próby to nieśmiałe i mało udane. Także język słyszany na ulicach naszych miast - acz obfitujący w soczyste wylgaryzmy - niczym szczególnym nie wyróżnia się na ogólnopolskim tle. (Teraz już chyba na tle Europy, wszędzie pełno naszych od Dublina po Ateny i warcząca kurwakurwa dawno straciła związek z grzeszną a kuszącą niewiastą.)
Czy z tego wynika, że proponowana nazwa projektowanego tworu administracyjno - gospodarczego jest mi obojętna? Nie jest. Ale jeśli coś takiego powstanie, jakieś supermiasto od Gliwic po Łosień i tak nazwę wymyśli anonimowa ulica. Pół wieku temu na wszystkich mapach, tablicach, urzędowych drukach istniał jakiś Stalinogród. I co? Czy ktoś normalny tej nazwy używał, poza - ma się rozumieć - sytuacjami grożącymi aresztem? Ilu ludzi w Sosnowcu wskaże Plac Stulecia? Na Patelnię natomiast każdy trafi. Od Gliwic po Łosień.
Zatem do dzieła Zagłębiacy, pokażcie światu, że potraficie zrobić coś wspólnie, że koszula bliższa ciału, że ktoś z Gołonoga (dla przykładu) jest bliższy temu z Zagórza niż temu z Helenki czy innych Miechowic (choć, o ile mi wiadomo, dziadkowie i jednych i drugich przybyli tu w podobnym czasie, a lektura komentarzy upewniła mnie w mniemaniu, że poziom głupoty i koguciej agresji jest także porównywalny).
toko
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz