piątek, 1 lutego 2008

Do góry nogami

No to doczekałem się na stare lata! Dwóch panów Piotrów posprzeczało się nawet, czy to aby wypada, podobiznę starego toko umieszczać głową w dół?
Wypada, wypada, zwłaszcza gdy cel zabiegu postępek usprawiedliwia. A celem było nadanie sprawie rozgłosu. Udało się, ale tylko połowicznie - bądźmy szczerzy - mogło być lepiej. Na przykład, mógłbym rzeczywiście spaść i gębę rozkwasić, co wieszczył jeden z szanownych komentatorów, wtedy bez wątpienia byłoby o wszystkim głośniej. To już wszelako wymagałoby mojej zgody, bo gęba - było nie było - moja, sprawa natomiast ogólna.
I warta zastanowienia, choć po felietonowemu potraktowana frywolnie. Władza wie lepiej. A jakże. Skąd się to bierze i co z tego wynika wyjaśniłem poprzednio. Dziś pozostaje - idąc za tonem znacznej części komentarzy po tekście - dopowiedzieć szczegóły, czyli zdradzić motywy i wskazać palcem adresata.
Jest otóż ogólnie przyjętą zasadą, co młodzieży przypominam, bo (zdaje się) nie zawsze o tym wie, że dziennikarzowi nie wolno, a przede wszystkim nie wypada, piec własną pieczeń korzystając z możliwości publicznej wypowiedzi. Wszelkie porachunki osobiste nie powinny być tematem publicystyki. Niby tak, ale przecież natura ludzka ułomną jest, przeto niekiedy temperament poniesie. Nawet gdy młodość przeminęła.
Tak właśnie się stało. Oto historia: Jak powszechnie wiadomo w gminie Marynia prowadzę pokątnie kółko baletowe (z czego Marynia słynie) a tam pan wójt uparł się, że moje podopieczne wyposaży w stroje wedle swego gustu, czyli zamiast baletek zakupi kalosze, zamiast gustownych trykotów zakrywających ponętne wdzięki sprowadzi dresy, bez wątpienia szczelniej okrywające dziewczątka i w ten sposób stanął mi na odcisk. No bo - jako wójt - przecież wie lepiej, jak baletnice należy do występów i prób ubierać, natomiast za klęskę na festiwalu w Maryni i tak baletmistrza karać się będzie.
Tak więc poprzedni tekst dotyczy Maryni, co niniejszym ujawniam bijąc się w piersi. Wszelkie przypuszczenia, jakobym pił do miejscowego, sosnowieckiego samorządu, albo też do zupełnie mi nieznanego mieszkańca Złotych Łanów (?) są całkowicie pozbawione podstaw.
W ten sposób zbliżam się do rzeczywistego tematu dzisiejszego felietonu, czyli do tonu i treści komentarzy zamieszczanych ochotnie na różnych internetowych forach. Odnoszę wrażenie - przecież nie od dziś - że większości trudzących się tym procederem jest zgoła obojętne o czym traktuje tekst główny. Każdy powód dobry by ujawnić - anonimowo, jak najbardziej, więc całkiem nieodpowiedzialnie - swoje antypatie i obrzucić wybrańca inwektywami.
Były też komentarze pisane w innym duchu. Za te dziękuję i proszę je powtarzać przy każdej okazji, też niezależnie od tematu. To tak miło się czyta i słucha, nawet gdy wrodzona skromność każe się rumienić a rozsądek traktować pochwały z przymrużeniem oka.
toko

Brak komentarzy: