sobota, 13 października 2007

Kiedy w brzuchu pusto...

W zeszłym tygodniu pani Danuta Gojna Ucińska, była radna miasta i (mam nadzieję) przyszła radna opublikowała była artykuł "Promocja i kultura" (www.sosnowiecfakty.pl). Zacna ta dama, pani wielkiego serca i dużej energii prowokuje tym samym publiczną dyskusję - oby się ziściło - na temat aktualnej kondycji Sosnowca w dziedzinie kultury, sztuki i tego wszystkiego, co składa się na ogólny wizerunek miasta, także regionu, w kraju i w świecie.
Nie dziwi treść wypowiedzi pani Danuty, programowo utrzymana w tonie minorowym, pełna narzekań i pretensji, bo też są powody do wybrzydzania. Dwustutysięczny Sosnowiec nie istnieje w świadomości przeciętnego Polaka właściwie wcale. Nawet jako dostawca węgla i stali, co przez poprzednie sto lat dominowało. Na ogólnopolskiej antenie tv, radia, na łamach pism pojawia się sporadycznie z okazji wypadku na drodze, spadającego w wysokiego piętra psa czy też innych kryminalnych i pijackich wyczynów. Pani Danuta zaś twierdzi, że powinien istnieć jako mała ojczyzna, miejsce urodzenia i działania ludzi kultury, twórców wiekopomnych dzieł i ogólnie promieniować na Europę, jako wylęgarnia talentów i raj artystów, szczególnie literatów - co starego toko szczególnie bawi - dyskontowaniem zaś tego faktu powinien zajmować się Urząd Miasta. Tu pada kilka nazwisk ludzi, którzy mieliby to zapewnić Sosnowcowi.
Otóż przyznając autorce "Promocji i kultury" rację w stwierdzeniu, że jest źle, pozwalam sobie mieć odmienne zdanie w określaniu przyczyn i propozycjach naprawy. Niestety, nie jest to recepta prosta i łatwa w realizacji, bo też diagnoza niepewna. Mniemam zatem, że urzędnicy, nawet pełni dobrej woli, że radni, także przepełnieni troską i kompetentni w tej delikatnej materii nie załatwią sprawy uchwałą ani stosownym zarządzeniem. Tego zrobić się nie da, zwłaszcza, że z dobrą wolą i kompetencjami najlepiej nie jest. Tu trzeba postawy troskliwego ogrodnika, który swym mimozowatym roślinkom, kapryśnym i wrażliwym, zapewni klimat, odżywianie, spokój i światło, także dobre słowo - co wcale nie jest bez znaczenia - a efekty przyjdą same po pewnym, właściwym czasie.
W tym miejscu wypadałoby dokończyć tytułowe zdanie zaczerpnięte z repertuaru nieocenionego pana Zagłoby: kiedy w brzuchu pusto... w głowie groch z kapustą. Uważam, że sporo zadrażnień między środowiskiem twórców kultury a władzą stąd właśnie się bierze, że dysproporcja między wielkością miseczki stawianej przed twórcą a michy ogrodnika stała się już groteskowo wielka. Dlatego też część potencjalnych twórców wielkości miasta ucieka, część zostając, obnosi się z niezadowoleniem i pomrukuje groźnie, co wcale nie jest śmieszne, zwłaszcza gdy się zważy, że dłużej klasztora niźli przeora.
Zupełnie zaś inną rzeczą jest wybór właściwej postaci do patronowania różnym poczynaniom. Kiepura jest poza wszelką konkurencją. Nieumiejętność wykorzystania danego przez niebiosa faktu, że gwiazdor tej miary urodził się właśnie w Sosnowcu, że przez całe życie fakt ten nagłaśniał i "chłopakiem z Sosnowca" się mienił jest rzeczywiście rzeczą zdumiewającą. Co do innych wymienionych w artykule pani Danuty postaci byłbym ostrożny. Z różnych względów. Pewnie wrócę do tematu następnym razem.

Brak komentarzy: